Pisanie zaczyna się od czytania

Na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat przygotowywałem wiele różnorodnych tekstów. W moim portfolio znajdują się bowiem artykuły instruktażowe, wywiady z polskimi i zagranicznymi wędkarzami, artykuły sponsorowane z zakresu wędkarstwa, technologii informatycznych czy BHP. Jak możecie zauważyć tematyka tych materiałów była bardzo szeroka. Jednak żeby mogły powstać wcześniej musiałem dobrze wgryźć się w dany temat.

O ile wędkarstwo czy fotografia to tematyka, w której „siedzę” od zawsze to BHP czy IOT (np. smart home) było dla mnie kompletną abstrakcją. Często w pracy marketera czy specjalisty ds. contentu otrzymujemy zadanie przygotowania materiału na temat, który znamy pobieżnie lub wcale. Dodatkowo termin zazwyczaj jest bardzo krótki, co skutkuje pracą pod presję czasu. Niestety, ale tak to nie działa. Jeśli chcemy, aby powstał wartościowy tekst, a nie gniot na odczep się to trzeba mu poświęcić dużo czasu. Przed przystąpieniem do pracy polecam zebrać możliwie dużo materiałów, następnie0 przeczytać jak podobne zagadnienia opisuje konkurencja. Nie mam tutaj oczywiście na myśli plagiatu, a jedynie pozyskanie inspiracji i ukierunkowanie się w stylu jaki dana branża reprezentuje (oficjalny czy koleżeński).

Po zakończeniu pracy, gdy materiał jest już gotowy najlepiej jest go odstawić na pewien czas. Jeśli mamy taką możliwość to niech będzie to godzina, dwie, albo cały dzień. Gdy wrócimy do tekstu na chłodno, ze świeżą głową, to od razu jesteśmy w stanie wypatrzyć błędy zarówno te edycyjne jak i merytoryczne.

Jednak jest to dopiero pierwszy krok w drodze do publikacji materiału. Drugim powinno być pokazanie artykułu osobie, która posiada wiedzę merytoryczną w danej tematyce. Dla przykładu, gdy pisałem artykuły promocyjne na temat technologii smart home to zawsze przesyłałem tekst do odpowiedniego menadżera produktu, aby zweryfikował merytorykę. Czasami zwrot, który dla laika może wydawać się synonimem, dla specjalisty oznacza coś zupełnie innego.

Na koniec mała porada dla obecnych i przyszłych copywriterów czy „contentowców”. W swojej codziennej pracy muszę pracować słowem, ale żeby nim operować najpierw trzeba rozbudować odpowiednio warsztat. Mam tutaj na myśli zarówno słownictwo, jak i składnię czy wiedzę ogólną. Dlatego też regularnie sięgam po publikacje o tematyce m.in.: językoznawstwa, marketingu, literatury faktu czy od pewnego czasu nawet fantastyki. Dzięki temu dużo łatwiej jest mi pracować nad swoimi materiałami. Po prostu poza zwykłym zamiłowaniem do czytania wykorzystuję je jako formę zdobywania wiedzy zarówno specjalistycznej, kulturowej jak i pracy nad własną sprawnością językową potrzebną w codziennej pracy.

Choć osobiście nigdy nie byłem wielkim miłośnikiem twórczości „Cesarza reportażu”, czyli Ryszarda Kapuścińskiego to w 100% zgadzam się, z poniższym stwierdzeniem:


„Uważam, że istnieje swoista proporcja między uprzednią lekturą a dobrym pisarstwem: aby napisać jedną stronę, powinniśmy wcześniej przeczytać minimum sto stron innych książek czy dokumentów. Zanim usiadłem do pisania którejkolwiek z książek, przeczytałem około dwustu pozycji związanych z tematyką poruszaną w każdej z nich. W pewnym sensie pisanie stanowi najmniej pracochłonną część naszej pracy”. (por. To nie jest zawód dla cyników)

Możliwość komentowania została wyłączona.

rfwbs-sliderfwbs-sliderfwbs-sliderfwbs-slide