Adwokat diabłów

Adwokat Diabłów to książka, która trafiła w moje ręce w połowie maja i dopiero po blisko miesiącu przerzuciłem jej ostatnią stronę. Co to za publikacja i dlaczego tak długo się z nią zmagałem?

Nigdy nie rozważałem pracy czy studiów związanych z prawem. Również literatura prawnicza jakoś mną nie zawładnęła. Kierunki, które zawsze mnie pociągały to historia i dziennikarstwo. Mój wybór ostatecznie padł na to drugie. Jednak w związku z powyższymi zainteresowaniami zawsze wiele czytałem o wydarzeniach społeczno- politycznych lat 80-tych i 90- tych ubiegłego stulecia. Niektóre z głośnych wówczas spraw znalazło swój finał wiele lat później przy pomocy m.in. autora omawianej książki.

Myślę, że w innych okolicznościach jeszcze dużo czasu minęłoby zanim sięgnąłbym po tę publikację (o ile w ogóle bym to zrobił). Jednak w związku z tym, że znam jej autora to Adwokat Diabłów stał się moją główną lekturą przez ostatnich kilka tygodni. Z Pawłem Matyją studiowaliśmy razem dziennikarstwo i nie skłamię, jeżeli powiem, że od pierwszych dni studiów mieliśmy dobry kontakt. Zwłaszcza w początkowych latach, ponieważ z czasem późniejszy „Adwokat Diabłów” rozpoczął studia prawnicze i w naturalny sposób nasze drogi się rozeszły. O jego późniejszych poczynaniach na wokandzie wiedziałem tyle, co donosiły mi media zarówno społecznościowe jak i te ogólnopolskie. Dlatego, gdy zobaczyłem informację o tym, że planuję publikację książki, a jej premiera odbędzie się w Bibliotece Śląskiej to bez namysłu postanowiłem wziąć udział w wydarzeniu.

Spotkanie autorskie zgromadziło ogrom ludzi i aula biblioteki była wypełniona po brzegi. W związku z tym nie było w ogóle możliwości porozmawiać. Zdążyliśmy jedyne się przywitać i poprosiłem o dedykację na mojej kopii książki.

Muszę przyznać, że rozpoczynając lekturę nie wiedziałem czego się spodziewać. Przede wszystkim obawiałem się prawniczego języka. Jednak nic bardziej mylnego. W moje ręce trafiła świetnie napisana pozycja. Adwokat Diabłów po tych kilku tygodniach od premiery zasłużenie zajmuje wysokie, a właściwie topowe miejsca w rankingach bestsellerowych reportaży, bo właśnie w tych kategoriach należy go rozpatrywać.

534 strony, czyli całkiem dużo. Jednak zastosowana narracja, która jest bardzo żywa, ludzka, emocjonalna, a do tego świetne odwołania do znanych dzieł literatury światowej podnoszą klasę tej książki. Żeby była jasność nie zamierzam w tym tekście oceniać kwestii prawnych, słuszności wyroków czy spraw, w których brał udział mecenas Matyja. Nie zamierzam również oceniać, czy jego klienci byli winni, czy niewinni, bo nie od tego jestem. Natomiast niewątpliwie w książce opisanych jest wiele patologii, które niczym rak niszczą wymiar sprawiedliwości i zaufanie jakim powinien być darzony przez obywateli. Osobiście najbardziej przerażał mnie fakt, że na bazie wątłych, lichych, po prostu wręcz groteskowych dowodów ludzie byli sądzeni i skazywani z najcięższymi wyrokami za najpoważniejsze możliwe przestępstwa.

Na przeczytanie tych 534 stron potrzebowałem około 3 tygodni. Długo. Jak na mnie nawet bardzo. Dlaczego czytałem tę pozycję aż tyle? Myślę, że z jednego powodu. Praktycznie po każdym rozdziale musiałem sobie zrobić przerwę, żeby pewne rzeczy przemyśleć, przetrawić, odpocząć. I dopiero wówczas mogłem wrócić do lektury.

Kończąc muszę przyznać i nie jest to koleżeńskie poklepywanie po ramieniu, ale szczera opinia, że Adwokat Diabłów to świetna publikacja. Autor napisał ją bardzo dobrym reporterskim, dziennikarskim językiem, o który niestety, ale już coraz ciężej.

Czy polecam? Bezapelacyjnie tak. Jednak lojalnie ostrzegam. Treści, które przeczytacie na pewno zostaną z Wami na dłużej. Wielkie gratulacje Paweł!

Możliwość komentowania została wyłączona.

rfwbs-sliderfwbs-sliderfwbs-sliderfwbs-slide