No pasa nada! Nic się nie dzieje!
Od wielu lat uczę się hiszpańskiego przez co darzę ogromną sympatią zarówno ten język jak i ludzi nim operujących. Mam wielu znajomych z Hiszpanii, Argentyny, Peru czy Wenezueli. Relacje te skutkują tym, że często sięgam po książki poświęcone krajom hiszpańskojęzycznym. Jedną z nich była publikacja Beaty Kowalik pt. No pasa nada! Nic się nie dzieje!
No pasa nada to zbiór reportaży, których bohaterkami są Meksykanki. Pochodzą z różnych miast czy regionów kraju, ale łączy je jedno – płeć oraz ciężki los, który sprowadza na nich kultura macho i społeczne przyzwolenie na przemoc.
Muszę przyznać, że choć książkę przeczytałem już kilka tygodni temu to zanim zabrałem się za napisanie tych kilku słów musiało minąć trochę czasu. Po prostu trudno uwierzyć, żeby w XXI wieku wciąż panował model, w którym pan i władca może wszystko, a jego partnerka nie znaczy praktycznie nic. Patologia dotyczy przede wszystkim kobiet mieszkających w małych miejscowościach, jednak nie tylko. Ciężki los nie omija również mieszkanek dużych „cywilizowanych” miast. Czytając tę książkę myślami wracałem do „Chłopek” autorstwa Joanny Kuciel-Frydryszak, którą czytałem w ubiegłym roku. Jednak w tym miejscu warto podkreślić, że choć problematyka jest podobna to opisywane wydarzenia dzieli około 100 lat.
Ktoś mógłby powiedzieć, że pewne patologie były, są i pewnie jeszcze długo będą (u nas również). Tym bardziej jeśli dzieją się na drugim końcu świata. Dlatego po co się tym przejmować? No właśnie tutaj dochodzę do sedna sprawy, wśród moich latynoskich koleżanek są również Meksykanki i choć od nich konkretnie o tym nie słyszałem to jedna z niedawnych luźnych rozmów zeszła na temat przemocy i nierówności społecznej w państwach Ameryki Południowej. Tego wieczora przez całą drogę do domu myślałem o bohaterkach reportaży Beaty Kowalik.
W książce wielokrotnie pada zwrot así es (como es), co można tłumaczyć „tak już jest”. Jednak liczę, że już wkrótce zostanie wydana errata do książki z hasłem Así es como fue la cosa – tak było.
Ze swojej strony polecam lekturę zarówno publikacji opowiadającej losy Meksykanek (No pasa nada! Nic się nie dzieje!) jak i historii dotyczącej Polek, o której jeszcze na pewno napiszę (Chłopki. Opowieść o naszych babkach).
Fragment opisu książki:
Prawdziwe historie współczesnych mujeres. Kobiece oblicze męskiego świata Meksyku. Llorona, Malinche, Guadalupe. Szalona zdrajczyni święta. Prawdziwy macho szanuje jedynie Matkę Boską z Guadalupe. Reszta kobiet to zdrajczynie lub szalone. Zwłaszcza te, które mają odwagę mówić swoim głosem. Pozostałe udają, że nic się nie dzieje.



