Kolejna w tym roku przygoda z literaturą Ursuli Le Guin. Tym razem w moje ręce trafiła zmuszająca do zastanowienia i smutna zarazem książka pt. Słowo las znaczy świat z 1972 roku.
Pozycja ta opowiada o losach ziemskich kolonizatorów, którzy przybyli na planetę Atshe nazywaną przez siebie Nowe Tahiti. Celem ludzi jest pozyskiwanie zapasów drewna i w związku z tym wyrąbują pokłady tego surowca na potęgę. Jednak co ważne jako główną siłę roboczą wykorzystują małe, owłosione, człekokształtne „stworzątka”. Już samo to określenie wskazuje lekceważące podejście jakie mają względem mieszkańców planety. Ziemianie wykorzystują autochtonów do granic możliwości. Brutalne traktowanie i morderstwa na humanoidalnych mieszkańcach planety są na porządku dziennym. Jednak do czasu.
Sytuacja drastycznie się zmienia, gdy doszło do buntu w jednym z obozów i uznawane za niezdolne do agresji istoty zabiły całą ziemską obsługę nadzorującą placówkę.
Książka ta trafiła w moje ręce w maju tego roku jako prezent urodzinowy. Egzemplarz, który dostałem był wydany w języku angielskim. Pozycja zrobiła na mnie wówczas ogromne wrażenie, jednak ze względu na jej specyfikę postanowiłem znaleźć również polskie tłumaczenie i ponownie ją przeczytać.
Uważam, że jest to bardzo ważna i trudna lektura, która choć pozornie jest fantastyką i zabiera nas na obcą planetę to bez problemu możemy odnieść opisane tam wydarzenia do konkwistadorskich działań, które miały miejsce na ziemi zarówno kilkaset lat temu jak i jeszcze w minionym stuleciu. Podbój Ameryki Południowej i zniszczenie kultur Azteków czy Majów, podbój Indii czy kolonizacja Afryki. Takich przykładów można by jeszcze mnożyć, ale osobiście widzę w tej książce jeszcze jedno dno.
Mianowicie „Stworzątka” długo znosiły niewolniczą pracę czy poniżenia ze strony swoich oprawców. Jednak, gdy pewnego dni czara goryczy się przelała i coś w nich pękło to efekt był błyskawiczny niczym zejście lawiny. Dlatego warto pamiętać, że żadna forma ucisku czy poniżenia człowieka przez człowieka nie pozostaje bez skaz czy mikropęknięć, które w końcu doprowadzą do wyzwolenia się lawiny wydarzeń, a tych już nie będzie tak prosto zatrzymać.

Poprzednie teksty dotyczące książek Ursuli Le Guin: